Obserwatorzy

wtorek, 13 listopada 2012

TAGowo mi :]

Jak nie dostawałam żadnych tagów tak ostatnio otrzymałam aż 4 :) Więc notka będzie długa :)

Pierwszy jest od Magdaleny x Bardzo Ci dziękuję :)

TAG: Daj się poznać.
 1. Mam na imię:
Alicja
 2. Moim największym marzeniem jest:
dożyć szczęśliwie starości z człowiekiem, którego kocham :)
3. Najwięcej kosmetyków mam z firmy:
wcześniej Ziaja i Garnier, teraz żadna firma u mnie nie przeważa ilością
4. Moim ulubionym kosmetykiem z firmy z pp. 3 jest:
ziajowe mydło pod prysznic :]
 5. Typ muzyki, której słucham:

rockowa ze mnie dziewczyna :>
6. Moje wymarzone mieszkanie to
jedno duże gdzieś samotnie w lesie, drugie na najwyższczym piętrze apartamentowca w wielkim mieście :D
7. Z rana zawsze staram się:
nie zabić szykując się do wyjścia w pół-śnie
8. Nie umiałabym żyć bez:
banał: miłości :)

A kolejne to Liebster Blogi, z których bardzo (nawet nie wiecie jak bardzo) się cieszę :) 

Zasady Liebster Award:

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Pierwszy od Bambusowego Raju:

Ulubiony kosmetyk bez którego nie możesz się obejść:
Są 3: kredka, cień, tusz i coś na usta, bez tego nie wychodzę z domu :) Serio, nawet po bułki...

Ulubiona książka:
Nie mam jednej ulubionej, ale uwielbiam serie Kinga i Ludluma, a ostatnio szaleję za Charlaine Harris i jej serią o Sooki Stackhouse. Częśc zekranizowana jako HBOwski serial Czysta Krew :)

Jakich kosmetyków do makijażu używasz najczęściej?
Tych z punktu pierwszego :]

Ulubiony lakier do paznokci (podaj nazwę firmy i odcień).
Eveline, seria Colour Instant, nr 604 <3

W jakim miejscu na świecie chciałabyś mieć drugi dom (np. żeby tam mieszkać przez kilka m-cy, na wakcjach itp.)?
Na tropikalnej wyspie, lub w centrum Nowego Jorku :) Oczywiście na najwyższym piętrze apartamentowca :]

Czy oglądasz seriale? Twój ulubiony to...
Czysta Krew, South Park, Simpsonowie, 90210

Ulubiony przepis na kosmetyk domowej roboty.
Mój hicior to płukanka z octu jabłkowego: 1 łyżka octu, na pół litra przegotowanej wody i tym płukać włosy po myciu. Są piękne i błyszczące :)

O jakim kosmetyku marzysz i śnisz najbardziej?
Chyba nie mam takiego konkretnego... Chociaż teraz to najbardziej chciałabym wypróbować hennę do malowania włosów, to się liczy? :)

Posty o jakiej tematyce pojawiają się u Ciebie najczęściej?
Typowo recenzyjne, raczej nie rozpisuję się na inne tematy, czasami jakieś ciekawostki.

Jaką fryzurę nosisz na co dzień?
Włosy upięte do tyłu i tam puszczone luźno :)

Szkoła, studia, praca - czym się teraz zajmujesz?
Powinna być dodatkowa opcja: SZUKANIE pracy :P

Drugi jest od Marchew:

1. Zapach! Jaki pierwszy przyszedł ci na myśl?
Czekolady. Cholera..

2. Co chciałabyś na stałe zmienić w swoim wyglądzie (poprawić)?
Zaczęłam pisać, ale wyszło jakoś dużo tego i poczułam się brzydka to skasowałam :P

3. Jaką cechę psychiczną najbardziej w sobie lubisz?
Potrafię się odciąć i nie myśleć o złych rzeczach. Ale są granice.

4. Jaką nieznaną otoczeniu cechę, talent, czy hobby mogłabyś wykazać?
Moje otoczenie na pewno nie wie, że kiedyś zbierałam żywicę z drzew :D Bo bursztynów u nas nie ma xP

5. Co skłoniło cię do założenia bloga?
Impuls. Dobra, musiałam uczyć się do matury, a wiadomo co się wtedy (nie) robi :) 

6. Kto jest twoją ulubioną postacią fikcyjną i co sprawia, że jest to ktoś niezwykły?
Kapitan Jack Sparrow, uwielbiam jego luźny i nieprzejmujący się niczym sposób bycia :)

7. Jaki był twój najgłupszy wybryk z dzieciństwa?
Nie pamiętam :P

8. Ulubiona herbata?
Czarna sypana z cytryną i sokiem malinowym :)

9. Jakiej piosenki możesz słuchać w kółko i na okrągło?
Okresowo znajduję jakąś nową, męczę ja aż znajdę następną. Teraz jest to Breath of Life - Florence & the Machine

10. Jaki kraj chciałabyś zwiedzić w całości gdybyś miała taką możliwość?
Indie

11. Na co wydajesz największe ilości pieniędzy?
Kosmetyki i ubrania

I ostatni od Sary:

1. Ulubiony kolor?
Nie mam, każdy mi się podoba jeśli ma odpowiednie nasycenie 

2. Co chciałabyś robić w przyszłości?
Prowadzić własną restaurację

3. Lubisz biegać?
Absolutnie nie :P

4. Wolisz napisać smsa czy zadzwonić?
Zadzwonić, ale częściej piszę smsy O.o

5. Lubisz chodzić na imprezy?
Tak :)

6. Co robisz w wolnym czasie?
Czytam, albo oglądam filmy, albo gram w gry :) No i prowadzę bloga :)

7. Umiesz pływać?
Tak i uwielbiam :D

8. Na świat patrzysz przez różowe okulary czy wolisz twardo stąpać po ziemi?
Zdecydowanie patrzę przez różowe okulary. Jęsli o czymś myślimy w dany sposób, często właśnie takie się staje :)

9. Ulubiony film?
Iron Man, Piraci z Karaibów i Scherlock Holes cz. I :]

10. Ulubiony utwór?
Nie mam jednego ulubionego, ale aktualnie najczęściej słucham  Breath of Life - Florence & the Machine  

11. Co chcesz dostać od Mikołaja w tym roku? ;)
Marzy mi się tablet, albo czytnik eBooków.. 

No to byłoby na tyle. Ktoś w ogóle przeczytał ? :) I jak zwykle psuję zabawę, bo nie taguję nikogo. Większość już jest otagowana i i tak by się powtarzało.. No nic, ktoś musi byc mordercą tagów :)

piątek, 9 listopada 2012

Matowy róż do policzków MARIZA

Kosmetyków Marizy używam już ponad miesiąc myślę więc, że mogę już co nieco napisać :)

Na pierwszy ogień pójdzie róż. Przyznam, że trochę się go obawiałam, bo o ile z makijażem oczu i ust radzę sobie nieźle, to z resztą twarzy mam pewien kłopot. W tym przypadku jednak kooperacja przebiegła całkiem pomyślnie :)

Kolor: Mój odcień to Soczysty Róż (nr2). Na opakowaniu napisane jest "matowy". Patrzę do środka a tam pałyskują pyłkowe drobinki. Maziam palcem, połyskują na nim dalej. Maziam pędzlem po policzku, nic nie połyskuje, efekt faktycznie matowy :) Dopiero jeśli się mooocno przyjrzymy, to gdzie niegdzie ten pyłek nam się objawi, jednak nie daje efektu rozświetlenia, a raczej lekkiego rozpromienienia cery. Subtelnie a efektownie :) Żaden facet nie zorientuje się, czemu nasza cera promienieje ;)

Pigmentacja jest dość delikatna, ale efekt możemy wzmocnić przy pomocy nowych pociągnięć pędzla.


Użytkowanie: Nie pyli i nie osypuje się. Co bardzo ważne: nie tworzy brzydkich placów, nawet jeśli nabierzemy zbyt dużo na pędzel. Idelany dla rozpoczynającym przygodę z różem i dla takich ciamajd jak ja :) Ciężko zrobić sobie nim krzywdę, gdyż po pierwszym pociągnięciu warstewka koloru jest bardzo lekka i wygląda naturalnie. Do tego bajecznie łatwo go rozetrzeć na krawędziach, dzięki czemu efekt jest jeszcze subtelniejszy. Pięknie stapia się ze skórą. Jak pisałam wcześniej, jeśli oczekujemy czegoś mocniejszego, wystarczy dołożyć koloru.

Jeśli ładnie go rozetrzemy, większość nawet nie pozna, że to nie są nasze naturalnie zaróżowione policzki, a o to przecież chodzi :)



Opakowanie: Tu już trochę gorzej. Ma swoje plusy i minusy. Plusem może być to, że jest bardzo malutkie i z powodzeniem zmieści się nawet w niewielkich torebeczkach. Wygląda też całkiem elegancko. Jest jednak odkręcane i to akurat mi nie pasuje. Wygodniejsze wg mnie byłoby zamknięcie na zatrzask. Rano kiedy się spieszę i chcę nałożyć róż, strasznie mnie irytuje, że muszę bawić się w takie odkręcanie. Do tego opakowanie jest plastikowe, łatwo się rysuje i wygląda na kruche. Więc mimo przyjaznych rozmiarów, zastanawiałabym się, czy nosić go w torebce. No i z racji mini rozmiarów nie ma lusterka, ale to logiczne, coś za coś :)


Trwałość: Średnia. Nie jest jakiś super mocny, ale wytrzymuje całkiem nieźle. Schodzi równomiernie i nawet jeśli wycieramy się gdzieś policzkiem, i że tak powiem główny kolor zejdzie, to jednak zostanie nam taka delikatna warstewka, więc nie zostajemy całkiem "gołe" :)


Cena:13,90 zł, niestey nie wiem za ile gram.

Katalog do obejrzenia np. TUTAJ :)

wtorek, 6 listopada 2012

Cień w nakrętce z jednej, kredka z drugiej strony, czyli: Shadow & Liner STAGECOLOR

Kosemtyki Stagecolor to profesjonalne kosmetyki do makijażu dla gabinetów kosmetycznych i wizażystów. Czyli poważna sprawa, poprzeczka wysoka, oczekiwania również :)

Produkt już sam w sobie jest ciekawostką, ja np. pierwszy raz spotkałam się z taką formą cienia :) Muszę przyznać, że jest bardzo wygodna chociażby podczas podróży. Zamiast taszczyć paletkę lub pojedyncze pudełeczka, mamy cień na drugim końcu eyelinera - w zakrętce :) Do tego jeśli kupimy kilka wariantów, możemy zmieniać sobie nakrętki i tworzyć odpowiednie "zestawy"


opakowanie: plastikowe, niczym specjalnym się nie wyróżnia. Do tego bardzo kruche, zachowuje się jak tandeta z bazarku. Moja cienio-kredka od początku jest przechowywana w pozycji leżącej, nigdy niegdzi jej nie nosiłam, a wystarczył jej kontakt z innymi kredkami obok, żeby być całą odrapaną. Wygląda tak okropnie, jakbym ją nosiłą przez 3 miesiące na dnie torby. Do tego pękła mi jedna z nakrętek, mimo normalnego użytkowania, czyli raz dziennie ściągnięcie i nałożenie.

No za taką cenę i przy przeznaczeniu dla wizażystów, których przybory są intensywnie używane i ciągle przenoszone, muszą być odporne na różne warunki, a do tego prezentować się nienagannie nie tylko przez pierwszy tydzień, to coś nie do pomyślenia :/

Na szczęście mechanizm wysuwający kredkę działa bez zarzutu. (Czasami przy innych automatycznych kredkach zdarzało mi się odkręcić całą żeby sprawdzić jak jest długa, po czym musiałam ja wciskaś z powrotem palcem bo już się nie wkręcała do środka)

Gąbeczka jest na sprężynce, która powoli rozpręża się podczas odkręcania zakrętki, tutaj też nic się nie zepsuło. Cień jest jakby upchany na końcu nakrętki, nie osypuje się nawet mimo mocnego pocierania, nie ma również problemów z jego wydobyciem, nie jest za twardy. Gąbeczka za to jest bardzo mięciutka i przyjemna dla oka.

kolor/pigmentacja: cień jest szary, połyskujący, jakby ze srebrnym pyłkiem. Nadaje się na dzień jak i na noc. Kolor jest nasycony nawet bez bazy i świetnie prezentuje się na oku. Co do czerni kredki również nie mam zarzutów :)

trwałość: bije na głowy wszystko czego do tej pory używałam! Mam takie powieki, że cienie jeszcze jakoś sie trzymają, ale kredki znikają ekspresowo. Ta się trzyma cały dzień bez uszczerbku jak i przetańczoną po nim noc ( sprawdziła się na weselu ). Cień tak samo :) Jeszcze nie spotkałam tak trwałego produktu, pomijając bazę Urban Decay :P

użytkowanie: tu już o wiele gorzej. O ile cień nakłada się bardzo wygodnie, a gąbką daje się świetnie i precyzyjnie operować stopniując efekt lub tylko rozświetlając pewne części oka, to używanie kredki jest tragiczne. Żle leży w dłoni i schodkuje na powiekach. Zamiast gładkiej lini tworzy strasznie poszarpaną obojętnie jak bym się nie starała. Do tego trudno zrobić nią cienką kreskę. Trochę ją już opanowałam, ale nadal nie jest idealnie. Używam jej więc tylko do mocniejszego makijażu, gdzie i tak stapia się z ciemnym cieniem. Jedyny plus, że dobrze się rozciera i w ten sposób można się ratować.






Zdjęcie nie oddaje intnsywności kolorów
Czyli ogólnie świetny pomysł, kolor i trwałość, porażka z opakowaniem i użytkowością kredki. Zdecydowanie nie polecam osobom, które nie mają wprawy w malowaniu. A nawet jeśli się taką ma, to kredka i tak wymaga dodatkowych z nią ćwiczeń. Chyba, że chodzi o to, że wizażyści mają jakieś specjalne tajemne metody malowania i ze zwykłym śmiertelnikiem kredka nie będzie do końca współpracować :)

Cena: ok 100zł

sobota, 3 listopada 2012

O pielęgnacji twarzy

Chciałabym Wam przedstawić kilka kosmetycznych aspektów, które wcześnie nie były dla mnie tak oczywiste. Pewnie większości są doskonale znane, ale możliwe, że komuś coś z tej notki się przyda :) 


Czy płyn micelarny to coś jak tonik?:

„Co to jest płyn micelarny?

Płyn micelarny wygląda jak tonik, ale nim nie jest. Zawiera micele - mikroskopijne kuleczki złożone z połączonych ze sobą cząsteczek lipidowych i wodnych. Część cząsteczek ma więc właściwości hydrofilowe (czyli przyciąga wodę), pozostałe natomiast są hydrofobowe (odpychają wodę, za to dobrze łączą się z tłuszczami). Dzięki temu płyn micelarny bardzo dobrze zmywa makijaż oraz tłuste zanieczyszczenia na skórze.

Płyn micelarny zawiera też składniki nawilżające i odżywcze. Wysokiej jakości płyny micelarne pozbawione są natomiast detergentów, takich jak laurylosiarczan sodu, które często wywołują podrażnienia skóry. Płyn micelarny nie narusza bariery hydrolipidowej skóry, a jednocześnie nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Skóra po jego zastosowaniu jest idealnie oczyszczona, ale nie ściągnięta. Płyn micelarny nadaje się do demakijażu oczu, radzi sobie również z wodoodpornymi tuszami do rzęs.

Kupując więc płyn micelarny zastąpimy nim zarówno tonik ,jak i mleczko kosmetyczne, a nawet kosmetyk do zmywania wodoodpornego makijażu oczu.” (źródło: mowimyjak.pl)

Tonik natomiast nie służy oczyszczeniu, a jedynie wyrównaniu pH oczyszczonej już skóry, ewentualnie zmyciu resztek mleczka do demakijażu.

Źródło
Czy po użyciu mleczka do demakijażu można nie myć już twarzy?

Teoretycznie i oficjalnie można. Ogólnie to metoda dla osób z suchą skóra, którym nie służą żele do mycia i woda sama w sobie. Ja jedak nie wyobrażam sobie zmycia pełnego makijażu wyłącznie mleczkiem i zakończenia oczyszczania przetarciem skóry tonikiem, tak aby nigdy nie widziała wody. Poza tym nie udało mi się jeszcze całkowicie zmyć makijażu z oczu wyłącznie przy pomocy nasączonego wacika.

 Z drugiej strony trudno jest domyć ciężki makijaż samym żelem z wodą. Najlepszym wyjściem wg mnie jest więc wstępne oczyszczenie tłustym mleczkiem, które rozpuszcza makijaż i brud i usunięcie resztek (brudu i mleczka) delikatnym żelem. Przemywamy na koniec skórę zimną wodą, aby domknąć pory, używamy toniku i ewentualnie kremu. Też mam bardzo suchą skórę, ale wolę użyć kremu niż martwić się, czy dokładnie wszystko zmyłam. Od kilku miesięcy stosuję OCM, ale mleczka używam nadal. Całodzienny balast nie mazia mi się wtedy tak z olejem :)

Czy do nawilżania okolic oczu konieczny jest oddzielny krem specjalnie do nich?

Nie jest. Musimy jednak pamiętać, że skóra w okolicach oczu jest o wiele cieńsza i suchsza niż na reszcie twarzy. Łatwo więc ją podrażnić czy zwyczajnie przeciążyć i doprowadzić do puchnięcia albo pieczenia. W takim razie ciężkie tłuste kremy absolutnie się tam nie nadają, ale jeśli mamy jakiś lekki i po posmarowaniu na próbę wszystko jest w porządku, możemy go używać również „na oczy”.

Jak często stosować peeling twarzy?

To zależy od typu cery i pory roku. To bardzo indywidualna kwestia i po prostu trzeba się obserwować, ale ogólnie cery tłuste mogą pozwolić sobie na ścieranie nawet do 3 razy w tygodniu, gdyż ich warstwa skóry jest grubsza i często pokryta większą ilością obumarłych komórek. Cery suche, delikatne i naczynkowe 1 raz w tyg, lub rzadziej. Często też mogą pozwolić sobie tylko na łagodniejszy peeling enzymatyczny. W zimę powinniśmy peelingować się rzadziej, gdyż skóra jest bardziej wrażliwa z powodu wiatru i mrozów. W lato natomiast bywa przesuszona i łuszcząca się, więc w tym okresie możemy pozwolić sobie na częstsze zabiegi.


Chyba wystarczy na dzisiaj :) Jest to kolejny artykuł napisany na prośbę iperfumy.pl także, zapraszam do ich działu z kosmetykami do pielęgnacji twarzy :)

wtorek, 30 października 2012

Włosowy TAG :)

Zostałam oTAGowana przez Lilianę Kim :) Baredzo Ci dziękuję :*

Zasady:
* odpowiedzieć na 13 pytań.
* oTAGować 5 osób (oczywiście poinformować je o tym)
* podziękować nominującemu blogerowi na jego blogu.

1. Twój naturalny kolor włosów:
Szaro-brązowy :)

2.Twój obecny kolor włosów:
Czekoladowy brąz (Szamponetka Joanna)

3. Aktualna długość Twoich włosów:
W skręcie w najdłyższym miejscu sięgają mi za łopatki

4. Długość na jaką chciałabyś zapuścić włosy:
Do pasa <3 Może trochę krócej :)

5. Jak często podcinasz końcówki:
2 razy w roku, czasami raz :O

6. Twoje włosy są proste, kręcone czy falowane:
Kręcone :)

7. Jaką porowatość mają Twoje włosy:
Ogólnie średnią. Wydaje mi się, że niską przy nasadzie i wysoką na końcach.

8. Jakie są Twoje włosy (np. normalne, przetłuszczające się, suche itp.)
Normalne z tendencją to przesuszeń, szczególnie na końcach.

9. Jak wygląda Twój codzienny włosowy rytuał pielęgnacyjny:
Przed każdym myciem nakładam na włosy olej, na 2 godz pod czepek lub całą noc. Jeśli mi się chce to dodatkowo ogrzewam go kilka min suszarką. Po myciu zabezpieczam końce również olejem. Po godzinie, kiedy włosy już podeschną, szuszę je suszarką z dyfuzorem. I to w sumie tyle :) Niedługo zacznę używać dodatkowo toniku z Novoxidylu.

10. Czego nie lubią Twoje włosy (np. wiatru, silikonów itd.):
Najbardziej to przesuszonego i wilgotnego powietrza :( Albo się prostują, albo wyglądają jak wełna.

11. Co lubią Twoje włosy (nawilżanie, olejowanie, itp.):
Kochają olejowanie. Tak właśnie przywróciłam im błyszczący skręt po latach katowania prostownicą :)

12. Jaka jest Twoja ulubiona fryzura:
Obecnie lubię upinać włosy do tyłu i tam puszczać je luzem. Irytują mnie ostatnio majtające mi się przy twarzy kosmyki, a nie chce chować loków w koku, więc stworzyłam taki kompromis :)

13. Gdyby Twoje włosy umiały mówić to co by powiedziały:
Przeprowadź się w miejsce o jakimś korzystniejszym klimacie :D

+ Od kiedy stosujesz świadomą pielęgnację włosów? (pytanie opcjonalne)
Od jakichś 5 lat :) Przez przypadek odkryłam olejek Dabur na Alledrogo i zaczęłam przygodę z olejowaniem, nie wiedząc nawet, że ma to swoją nazwę i rzesze zwolenniczek. Dowiedziałam sie dopiero, kiedy założyłam bloga, teraz świadoma pielęgnacja poszła pełną parą :D

Nie taguję nikogo konkretnie, jeśli macie ochotę, to się przyłączajcie ;)





poniedziałek, 29 października 2012

Mydełko z Makiem od Soap Bakery :)

Dzisiaj przedstawiam Wam mydełko, jedne z tych, o których mogłyście przeczytać TU :)

Pierwsze co rzuca się w oczy to niesamowity, przeuroczy wygląd :3 No gdzie w zwykłym sklepie znajdziecie coś, co tak wygląda? :) Aż szkoda było mi używać, chciałam postawić gdzieś na widoku i podziwiać, wąchając czasami, bo i zapach jest cudowny :) No ale zobowiązałam się do recenzji, to z bólem serca, ale dzielnie, namydlałam się codziennie patrząc jak kosteczka maleje :(

wygląd: No co tu dużo mówić, same widzicie, mini cudo :) Świetne na prezent i jako ciekawa ozdoba łazienki. Mi się kojarzy z jagodowym sernikiem na zimno z masą na wierzchu :] Mniam

zapach: śliczny, delikatny, mydlany. Nie wiem do czego go porównać.. Niestety (dla mojego nosa) podczas procesu spieniania przestawał się wydzielać. Wracał dopiero na skórze po spłukaniu i osuszeniu, ale na krótko.

działanie: Mydełko jest naturalne i robione ręcznie w domowym zaciszu. Nie zawiera zbędnych śmieci. Bardzo dokładnie zmywa brud, wytwarzając przy okazji gęstą, kremową pianę. Gęstszą i cięższą niż zwykłe drogeryjne "mydła". Jakbym myła się spienioną śmietanką, niezwykle przyjemne.. :]

Po myciu czuć, że skóra jest dobrze oczyszczona, ale nie wysuszona. Zrobiłam eksperyment i odstawiłam na tydzień balsam do ciała. Normalnie już po pierwszym myciu miałabym białe łydki od przesuszonej skóry. Po tym mydełku, mimo że skóra była delikatnie ściągnięta prze kilkanaście minut (to naturaly efekt po myciu i z reguły przechodzi po 15 min, jeśli trwa dłużej dopiero wtedy możemy ocenić środek myjący jako wysuszający), pozostała nawilżona. Zero biełych, przesuszonych śladów. Dopiero po tym tygodniu mycia i nie używania nawilżaczy skóra zrobiła się tylko trochę sucha. To ogromy wyczyn. Tak więc, zużycie kremów i balsamów do ciała znacznie się u mnie zmniejszyło ostatnimi czasy :)

Serdecznie polecam :) Jeśli macie ochotę kupić coś naturalnego dla ciała lub tylko podejrzeć inne wytwory autorki to zapraszam na jej Bloga :)





A to zdjęcie z bloga wykonawczyni :) Mydło jeszcze nie podzielone na kawałki 



piątek, 26 października 2012

Nowe współprace

Pierwsza z nich dotyczy firmy Novoxidyl. Dokładnie miesiąc temu odezwała się do mnie ich Pani od PR z propozycją współpracy. Do testów miałam otrzymać szampon i tonik do włosów przeciw wypadaniu i stymulujący ich porost. Wysyłka trochę się przeciągnęła, bo podobno preparaty cieszą się takim zainteresowaniem, że zabrakło ich w magazynie :> Uhm. Wczoraj jednak dostałam informację, że paczka już nadana, a dzisiaj powitałam kuriera :)

Z nadmiernym wypadaniem nie mam większych problemów, ale bardzo po drodze jest mi stymulacja porostu. Miajscami mam bardzo przerzedzone włosy, szczególnie przy skroniach, aż przykro na to patrzeć a to takie miejsce, które ciężko zasłonić. Chyba damskie zakola :) Mam nadzieję, że po kuracji pojawi mi się chociaż trochę baby hair. Liczę również na ogólne przyspieszenie wzrostu włosów, dlatego z rozpoczęciem kuracji poczekam do 10.11 żeby minał równy misiąc od mojego pomiaru kosmyka kontrolnego :)

Spodziewałam się niedbałego upchania w bąbelkowej kopercie, jednak miło się zaskoczyłam :) No cóż, niby drobnostka, ale człowiek jakoś od razu czuje, że biorą go na poważnie a nie rzucają ochłapy na odczepnego.
A tu zawartość. Również niespodzianka, spodziewałam się po 1 sztuce każdego z produktów, dostałam po 2 :)

No i na koniec przedłużenie współpracy z BingoSpa. Niestety tutaj odbyło się już o wiele mniej profesjonalnie, o czym już chyba wszyscy wiedzą. Wybrano prawie 200 testerek, a dano do wyboru 2 produkty z listy całych 5. Dziewczyny pytały na ich stronie, czy maile dobrze im się wyświetlają, bo nie wierzyły :P Zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, że nie odmówiłam, ale już trudno. Poprzednie produkty uważam za świetne jakościowo i to przeważyło. Najwyżej do mnie nie wejdziecie na dane recenzje, jeśli już znudziecie się setką takich samych ;)

A oto co dostałam, raczej nic czego jeszcze nie widziałyście ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...