Obserwatorzy

piątek, 25 stycznia 2013

Balsam na wagę z masłem shea

Może na początek mniej więcej przybliżę właściwości samego masła Shea:

"Masło shea pielęgnuje, odżywia i nawilża skórę. Przyśpiesza regenerację ranek, uszkodzeń, minimalizuje swędzenie i objawy alergii skórnych. Działa także odmładzająco i poprawia warstwę ochronną ciała

 Posiada lekki filtr  3 – 4 SPF (UVB), dzięki czemu chroni skórę i zabezpiecza przed poparzeniami słonecznymi, jak również działaniem wolnych rodników.

Shea to również zbiorowisko wielu witamin: E chroniącej skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, prowitaminy A (retinolu), która pobudza skórę do wytwarzania większej ilości kolagenu, co wspomaga przeciwdziałanie starzeniu się skóry 

kwasy tłuszczowe, zawarte w maśle są bardzo dobrze tolerowane przez skórę i nie uczulają. Ich skład jest niemal identyczny, jak skład kwasów tłuszczowych, znajdujących się w warstwie rogowej ludzkiego naskórka.

Skuteczniej nawilża i chroni delikatną skórę dziecka.

Niealergizujące działanie masła Karite sprawia, że jest on świetnym rozwiązaniem również dla osób z AZS, czyli atopowym zapaleniem skóry – łagodzi, natłuszcza i nie wywołuje podrażnień.

 Kosmetyki z masłoszem mogą być również niezwykle pomocne w przypadku problemów z trądzikiem czy łojotokowym zapaleniem skóry. Bez żadnych ograniczeń kremy z masłem shea mogą również stosować osoby o skórze tłustej, bez obaw o zatykanie porów, które nie pozwolą skórze na swobodne oddychanie. Konsystencja kremów z Karite oraz ich skład, skutecznie bowiem zapobiegają zatykaniu się porów.

Z jego działania na pewno będą też zadowolone kobiety w ciąży. Nie ma lepszego kosmetyku na rozstępy niż masło Shea – zdradza kosmetolog z Salonu Urody Dermatica. – Niweluje zaczerwienia, powstałe w wyniku rozciągania się skóry i wzmacnia je, dzięki czemu skóra staje się odporniejsza i mniej podatna na rozciąganie, związane z przyrostem masy ciała"  [źródło1, źródło 2]


Brzmi bardzo zachęcająco, prawda? :) A to i tak tylko część wszystkich właściwości. Warto poczytać o nim więcej. I byłoby idealne, gdyby nie ta tłusta warstewka, która pozostaje po rozsmarowaniu. Nie można mieć wszystkiego, niestety :)

Ja niestety nie posiadam czystego masła, zaopatrzyłam się za to w balsam sprzedawany na wagę w pobliskiej Mydlarni. Zawartość masła to 80%, więc i tak jest bardzo dobrze, a do tego ma piękny kolor i świerzy zapach, a to znacznie umila mi stosowanie. Zapłaciłam jakieś 15zł za 100 g i domyślam się, że masło było rafinowane, ale nieszkodzi. Nawet takie, sprawdziło się świetnie.

Na początku miałam nawilżać nim przesuszone dłonie i stopy, a nawet całe ciało po peelingu, ale okazało się, że tłusta, niewchłaniająca się warstewka jest dla mnie uciążliwością nie do pokonania :) Strasznie nie lubię się lepić.



Na Twarz:

Postanowiłam więc wypróbować go jako smarowidło do twarzy na noc. Na początku z pewną obawą o wysyp krostek, nawet mimo informacji, iż nie należy do zapychaczy. Moja twarz jest strasznie wrażliwa na zanieczyszczenia i zbyt tłuste preparaty, natychmiast okazuje swoje niezadowolenie szpetnymi wulkanami  :/ Przez pierwszych kilka dni więc, nakładałam je delikatną warstewką tylko w najbardziej newralgiczne miejsca, czyli na nos i policzki. Nic złego się nie działo, więc co noc poszerzałam rejon a później to już hulaj dusza, kitowałam ile się da chojną ręką :)

Żadne nowe krostki się nie pojawiły, a co więcej, buzia wręcz uspokoiła się pod tym względem. Od nadejścia zimy miałam zwiększony wysyp nieprzyjaciół, nawet mimo stosowania OCM. Nie do końca potrafię stwierdzić czemu tak się działo, ale najważniejsze, że sytuacja już opanowana :) Tak więc, nie tylko nie wysypało mnie bardziej, ale na dodatek wysyp znacznie się zmniejszył, a zaczerwienienia po pokonanych nieznacznie zbladły.

Nie odstawiałabym go za nic, ale znalazłam coś jeszcze lepszego (a myślałam, że lepiej się już nie da) i moja buzia wygląda jeszcze gładziej niż przed zimą :) Ale o tym w innym poście.



Na włosy:

Tak więc został mi kawał balsamu, który jak się okazało, jest również szalenie wydajny, więc zaczęłam kombinować jak by go tu inaczej zużyć. Do peelingu trochę szkoda, aż wyczytałam, że można na włosy jako maskę. No dobra, przełożyłam łyżkę balsamu na spodek, a spodek na kubek z gorącą herbatą i czekałam aż zawartość się rozpuści. Nałożyłam na włosy i.. nigdy więcej. Przynajmniej w takiej formie. Rozpuszczony balsam na włosach natychmiastowo przybierał na powrót konsystencję stałą. Wyglądało trochę jakbym próbowała nałożyć na nie rozpuszczony wosk ze świecy. Męczarnia, ale jakoś się udało. Wszystko pod czepek na godzinę i do mycia. Tu męczarnia numer 2. Musiałam myć włosy 3 razy, a i tak po wysuszeniu okazało się, że zostały jeszcze niedomyte i lepące się miejsca.

Włosy jednak rzeczywiście były miększe i bardziej mięsiste niż po niejednym oleju. Drugim razem spróbuję więc zmieszać masło właśnie z jakimś olejem, to powinno znacznie ułatwić całą sprawę. Cóż, uczymy się na błędach, ale najlepiej nie na swoich ;)

Znalazłam jednak na nie jeszcze jeden sposób. W dni kiedy nie olejuję włosów, nabieram trochę balsamu na palce, rozpuszczam go w nich i wcieram w końce włosów, aby je zabezpieczyć przed szamponem. W tej sytuacji baslasm sprawdza się znakomicie, nie mam najmniejszych problemów z domyciem go, a moje końcówki stały się o wiele mniej łamliwe i bardziej nawilżone. Może być to pewną alternatywą dla metody OMO

Tak więc polecam wypróbować i znajdywać jeszcze lepsze zastosowania :)


Dla ciekawych, tak dla przykładu wygląda taki balsam w całości:







25 komentarzy:

  1. ciekawe :) chętnie wypróbowałabym go na włoskach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na włosach jest super. O ile nie zrobi się takiej głupoty jak ja :D

      Usuń
  2. Tez mam masło w domu - jest bardzo wydajne , mam je juz ponad 2 miesiące

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest i to aż za :) Kupiłam zadowolona 100g i nie wiem na co liczyłam, że kiedy je zużyję... Trzymam w lodówce żeby dłużej postało. Ku uciesze domowników. Śmieją się ze mnie i pytają czy mogą na kanapki :P

      Usuń
  3. Widziałam kiedyś takie balsamy w mydlarni ale kompletnie mnie nie skusiły. Może kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbuj :) Dobre jest to, że przynajmniej można kupić tyle ile się chce, a nie cały słoiczek.

      Ja chodziłam koło nich długo, ale wydawały mi się za ciężkie i czekałam do zimy :) No i z racji tego, nie będą dla wszystkich, a szkoda, bo działanie mają faktycznie porządne.

      Usuń
  4. Zapraszam na konkurs do mojego bloga : http://notonlypaulina.blogspot.com/2013/01/wygraj-botki.html

    OdpowiedzUsuń
  5. koniecznie muszę w końcu zamówić to masełko ;) i pisz szybko, co tak dobrze podziałało na twoją cerę, bo już się nie mogę doczekać ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie wzięło mi Twój komentarz jako spam :| Dobrze, że sprawdzam je na poczcie, bo by przepadł.

      Zamawiaj, zamawiaj, jeśli nie boisz się tłuścioszka :> To nie będę przedłużać i napiszę w następnej notce :)

      Usuń
  6. zostałaś otagowana :)
    http://pacyfikatorka.blogspot.com/2013/01/kapsuki-rival-de-loop-bonus.html

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem fanka takich masełek karite na wage, tylko przy zakupie przezywam horror przy eliminacji zapachow, bo najchetniej kupilabym wszystkie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt zapachy mają nieziemskie i takie.. nie sztuczne :D Aż niektóre by się jadło :P

      To może trzeba prosić po 10g z każdego xP

      Usuń
  8. Ja stosuję czyste masło karite i bardzo je lubię.
    Jeden z moich ulubionych naturalnych kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej wiadomo, że skóra faktycznie dostaje coś dobrego. A nie silikon z zapełniaczem + zapach :)

      Usuń
  9. Świetny blog! Obserwuję i zapraszam do mnie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę namierzyć masło w tej postaci, bo do te pory spotkałam się jedynie z 'gotowym' w balsamach, babeczkach do kąpieli i tego typu produktach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc jeśli one Ci służyły to tym bardziej takie w czystszej postaci ma szanse stać się małym hitem :] No i ilość masła w maśle jest już porządna, a nie kilka % :P

      Usuń
    2. poszperam, ale myślę, że rozsądniej byłoby najpierw pozbyć się zapasów balsamowych i masłowych :) oby zakupoholizm w tym wypadku mnie nie zagiął :P

      Usuń
    3. Nie, no ja absolutnie nie namawiam do podtrzymywania nałogu :> (Namawiam, namawiam, nie chcę być sama :P)

      Usuń
  11. Takiego cuda to jeszcze nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo się cieszę z każego komentarza i czytam je wszystkie :)

Na pytania odpowiadam na swoim blogu pod danym pytaniem, aby również inni mogli poznać odpowiedź.

Nie musicie zapraszać mnie do siebie, zaglądam do każdego komentującego i bez tego :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...