W przedostatniej notce opisywałam produkty, które porzuciłam z powodu tego, czego dowiedziałam się w trakcie blogowania. Teraz chciałabym poruszyć to bardziej ogólnie. Zostawiłyście sporo komentarzy na temat własnych doświadczeń i pod wieloma z nich mogłabym się podpisać. Jak pewnie większość dziewczyn :) Postanowiłam dopisać jeszcze resztę rzeczy do tej listy i sama sobie dzięki temu trochę to poukładać.
Nie ukrywam, że liczę też na Wasze przemyślenia i podsumowania, bo jak to u bab bywa, bardzo mnie interesuje jak żyją inni, czyli Wy :> Jestem bardzo ciekawa, które rzeczy się nam pokrywają, a które prowokują całkowicie inne zachowania.
Tak więc jeśli temat ciekawi i Was i macie ochotę pogadać, to piszcie tu, albo piszcie u siebie i wysyłajcie linki :) Mam nadzieję, że ktoś się skusi :)
A więc ja:
- zaczęłam chodzić do drogerii 2 razy : ) -Wcześniej wchodziłam, kupowałam to co mi się podobało i wychodziłam. Później się wściekałam, że zmarnowałam pieniądze na coś, co muszę wywalić. Teraz wchodzę i przeobrażam się w szpiega na obczyźnie. Lustruję półki, zapisuję w pamięci, wracam do domu i szukam na blogach opinii o konkretnych już produktach. Wiem, że wszystkie recenzje są subiektywne i nie każemu będzie pasowało to samo, jednak dzięki tej metodzie ilość kupowanych bubli ograniczyłam do minimum.
Oprócz samej opinii ważne jest też dla mnie sprawdzenie konsystencji, poczytanie o zapachu, obejrzenie swatchy itp., żeby jak najcelniej trafić w swój gust i potrzeby. W "moich" drogeriach testery prawie nie istnieją, więc praktycznie za każdym razem trzeba kupować w ciemno i teraz okazuje się, że to co robimy na naszych blogach to kawał całkiem przydatnej roboty :) No chyba, że należy się do szajki drogeryjnych wandali i pakuje paluchy w każdy zamknięty produkt na półce. A co.
No i po odsianiu części produktów z listy i dodaniu części nowych ^^ wracam sobie spokojnie i już bez łażenia po alejkach konkretnie idę po co chcę, biorę, płacę i wychodzę.
I jestem zadowolona, bo wiem co kupiłam.
Nie znaczy to, że nie robię żadnych spontanicznych zakupów i za każdym razem lecę do domu czytać opinie w internecie :) Chociaż tyle tego czytam na codzień, do tego te wszystkie akcje lustracyjno szpiegowskie, że w sumie czasami mam wrażenie, iż lepiej znam asortyment drogerii niż panie w nich sprzedające.
- wkurzam się na niekompetencję pań w drogeriach - jak już przy nich jesteśmy. Też tak macie? Proszę, powiedzcie, że tak, bo już nie wiem, czy ciągle jestem normalna, czy powinnam zacząć się za siebie wstydzić.
Panie nie wiedzą gdzie co mają na półkach, pytane o radę wciskają mi to co aktualnie reklamują w TV (reklamują to pewnie dlatego, że dobre), a pytane o konkretne działanie nie potrafią powiedzieć nic więcej, oprócz tego co napisał producent na etykietce. Tyle to i ja sobie przeczytam. Oczywiście o jakiejś podstawowej znajomości składów można zapomnieć. Do tego dyskusje, które między sobą toczą. Stoję cicho między alejkami, kontempluję szampony i słucham jak to stawiają na naturalną pielęgnację i teraz używają "Kremów BB" od Garniera, czy Eveline'a i nie wiedzą jak Baśka może używać kremów 40+, skoro przecież ledwo dobiła do trzydziestki. Głupia, przeciez jej się zmarszczki od tego porobią. I weź teraz idź pytać takie o coś jeszcze...
- robię z siebie kosmitę i wroga nr 1 w sklepach - nie, nie dlatego, że im się wcinam w rozmowy, bo jeszcze nigdy się nie odważyłam :) Chodzi o to, że czasami chodzę od brzegu półki do brzegu i biorę w łapska po kolei każdy szampon, odżywkę czy krem, oglądam skład, odkładam i tak następne aż do końca. Albo aż znajdę to czego szukam. Pewnie chcę coś ukraść, albo nie mam pieniędzy i przyszłam się pobawić i teraz wkładam łapy w każdą rzecz, i to jeszcze po kolei! jak głupia, pewnie chora psychicznie, i zaraz na bank zepsuję im misternie ułożoną konfigurację butelek. A jak już po tym całym cyrku wychodzę bez kupowania niczego, to cieszę się, że wychodzę, bo jeszcze bym usłyszała co o mnie mówią :P A już ich wzrok mówi za dużo -.-.
- nauczyłam się umiaru i lepiej obserwuję własne ciało - żeby przetestować i rzetelnie coś zrecenzjować trzeba niejako skupić się na danej rzeczy i odseparować ją od innych. Jeśli w tym samym czasię wprowadzę do pielęgnacji twarzy nowy tonik, serum i krem to nie będę wiedziała co jak działa. Teraz, nawet jeśli kupię kilka produktów na raz, zaczynam używać ich w pewnych odstępach czasowych, często odstawiam też na jakiś czas wszystko inne żeby sprawdzić jak np. dany krem zachowuje się zaaplikowany całkowicie solo.
Wyszło mi to na dobre i stało się fajnym nawykiem. Teraz łatwiej mi stwierdzić co pomogło, a co zaszkodziło. Liczba przykrych niespodzianek ograniczona do minimum, a moja pielęgnacja jest coraz bliżej doskonałości, gdyż kosmetyki wzajemnie się uzupełniają zamiast działać wszystkie na jednym polu, a na innych wcale :) No i wiem, czego konkretnie w danym okresie potrzebuję i sobie to wprowadzam przy pierwszych symptomach, które też już coraz lepiej odczytuję. Dzięki temu moje ciało jest we względnej stabilizacji i nie doświadczam już mega przesuszy, na które nic nie działa, albo przetłuszczu, czy innych skrajnych sytuacji.
- jestem piękniejsza :D - tak mi się przynajmniej wydaje :) Ta świadoma pielęgnacja przynosci całkiem niezłe efekty. Do tego odkrycie lepszych produktów i ogólnie nowych technik dbania o siebie ^^. I czytanie instrukcji makijażowych też przyniosło rezultaty. Teraz nie boję się używać bornzera, czy róży, a moje makijaże stają się coraz ciekawsze i bardziej dopracowane :)
- żyję zdrowiej - to jest coś co mi się najbardziej podoba :) Już przed blogowym etapem starałam się żeby jako tako to u mnie wyglądało, lubiłam czytać różne artykuły na ten temat, ograniczać śmieciowe jedzenie, czytałam składy na jedzeniu, itd, ale szału nie było. Teraz regularnie czytam u Was o nowych sposobach na zdrowie, piękno i dobre samopoczucie :) Podrzucacie fajne teksty i piszecie z własnego doświadczenia, co jest najlepszą motywacją dla mnie. Jednak czytać o czymś u żywego człowieka, który pisze co dokładnie u niego się zmieniło, i z którym można porozmawiać wprost pod wpisem, a czytać suchy art. w internecie to zupełnie co innego.
Również trend na zdrowe i jak najbliższe naturalności kosmetyki, mocno rzutuje na wszystko co wybieram w sklepie. No i wybieram, mam nadzieję, bezpieczniej.
Ćwiczenia :) Zawsze byłam leniuchem, a wszystkie ćwiczenia wydawały mi się albo nudne, albo zbyt trudne. I motywacji też brakowało. Teraz ciągle któraś podrzuca jakiś nowy filmik z Mel B, a to jakies nowe wyzwanie, a tu zdjęcia z przed i po, a tam garść motywacji, no i jak tu dalej siedzieć na kanapie? Teraz ćwiczę regularnie od kilku miesięcy i wcale mi sie nie nudzi. Znalazłam treningi idealne dla siebie i normalnie jak nie ja! :D I jest super, nie trzęsę już tłuszczem jak chodzę, poprawiło mi się trawienie, stałam się bardziej wytrzymała, pewniejsza siebie, no i te endorfiny :] A do tego pokonywanie swoich granic. Uwielbiam widzeć, że ćwiczenia przy których jeszcze niedawno umierałam teraz wychodzą mi bez większego wysiłku. To niesamowity pozytywny kop :) Chyba każdy lubi widzeć, że robi się w czymś lepszy niż był, a praca przynosi efekty :)
- i jestem bardziej twórcza- tyle tego DIY i inspiracji, że nie sposób powstrzymać w mózgu wprawionych w ruch zębatek. Teraz wykombinowywuję takie rzeczy, o które bym się wcześniej nie podejrzewała :P
- przestałam być naiwniakiem - Ogólnie okres przed odkryciem blogów uważam za czas kompletnej nieświadomości i chodzenia po omacku. Ślepo wierzyłam w obietnice producentów, w kolorowe reklamy i wesoło płaciłam za ładne opakowania i gażę Pani Sławnej Aktorki, którą dana firma wynajęła do drogiej kampanii. Teraz wiem, że bajki z przednich etykiet można sobie wsadzić pod kucyk, brzydkie opakowanie nie oznacza złego kosmetyku, a tani produkt może być lepszy od drogiego, a drogie nie równa się wysokojakościowe. Witamy w Matrixie, teraz nic nie będzie takie jak było wcześniej.
- używam produktów niezgodnie z ich przeznaczeniem i robię różne inne dziwne rzeczy - Golenie nóg na odżywce? Nakładanie kremu do rąk na włosy? Mąki ziemniaczanej zamiast pudru? Mycie włosów szamponem dla dziecie/płynem do higieny intymnej? Wazelina na brwi? Ale jak to.. To szminkę można przetopić z inną, do kremu coś dolać, a pokruszony puder zalać spirytusem i nic się im nie stanie? I po co nakładać na twarz olej, a na głowę kozieradkę? Jaką randkę? Na te pytania odpowie chyba każda kosmetyczna blogerka, za to zdecydowana większość "normalnych" ludzi popuka się w czoło :D A okazuje się, że czasami można fajnie poeksperymentować, a niektóre produkty lepiej sprawdzają się w innej roli niż ta narzucona przez producenta :) I nie koniecznie zaraz wybuchną.
- jestem mądrzejsza ^^ - wiele dziewczyn pisze bardzo mądre posty, poparte niemałą wiedzą. Dzięki temu obaliłam w swojej głowie wiele mitów, któe zostały zasiane w wieku nastoletnim i wrastały w moją świadomość aż do niedawna. Ale nie chodzi tylko o mity, dowiaduję się ogólnie dużo różnych ciekawych rzeczy, nawet nie tylko o samej pielęgnacji, ale np. o mechanizmach zachodzących w skórze, o budowie i zachowaniu włosów, o chemicznym aspekcie różnych substancji. Jestem dzięki temu bardziej świadoma, a to co czytam mogę wprowadzać w życie i jeszcze lepiej i skuteczniej dobierać dla siebei różne produkty i sposoby ich aplikacji. To tak jakbym dostawała do ręki cegły, tylko skombinować narzędzia i mogę budować swój zamek piękności tak, żeby się nie zawalił :)
- i mniej ufna - niestety, to jeden z gorszych aspektów. Na początku pewnych rzeczy nie widziałam, jednak jeśli się siedzi w jakimś grajdołku dłuższy czas i regularnie go obserwuje, to niektóre zachowania daje się prędzej czy później wyłapać.
Dużo recenzji jest naciąganych pod "sponsorów". Mało fajnie być okłamywanym, to raz, mało fajnie być źle postrzeganym na zewnątrz z powodu innych ludzi, to dwa. To temat znany wszem i wobec, więc chyba nie ma sensu się nad nim rozwlekać w tym i tak już przydługim poście. Wszyscy wiemy o co chodzi.
Za dużo ludzi daje się łapać na owczy pęd. Ktoś puści jakąś sensację, prawie nikt nie sprawdzi jak to jest faktycznie, ale notki na dany temat wyrastają jak grzyby po deszczu. To mnie nauczyło, że nie zawsze jeśli dużo ludzi o czymś pisze, mają rację. Wyszło też, że często informacje, które są przekazywane okazują się nierzetelne, niesprawdzone, fałszywe. Niebezpieczna rzecz, bo nadal istnieje sporo osób, które to co czytają biorą za pewnik. Ja wcześniej brałam, no bo skoro tyle ludzi o tym mówi, to musi być prawda. A tu nie do końca. Apeluję więc o sprawdzanie 10 razy tego co chcemy wypuścić do sieci. Niby to e tam, tylko blogi kosmetyczne, ale pracujemy nie tylko na swoją reputację, a bierzemy odowiedzialność za ludzi, którzy nas czytają i ufają nam. Czasami czytam takie bzdury, że nie wierzę. Często są nieszkodliwe i jedyne co robią to wprowadzają w obieg błędne myślenie o danej rzeczy, ale zdarza się też, że dany temat może okazać się niebezpieczny dla czyjejś cery, a nawet i zdrowia.
Ja już się nauczyłam i teraz długo zgłębiam dany temat i przesiewam informacje, a często i tak nie mam pewności, że jest na pewno tak a nie inaczej. I to nie chodzi tylko o blogi, ale i o wszystko co czytam, albo dowiaduję się w inny sposób. Zasada ogranicznoego zaufania powinna obowiązywać także w życiu, a nie tylko na drodze. Bez popadania w paranoje chyba każemu wyjdzie na zdrowie.
- mam rozrywkę i spełniam się grafomańsko :) - no nie ma co, oprócz tamtego brzydkiego podpunktu, pisanie bloga to świetna zabawa. Piszę sobie, pstrykam fotki, a później cieszę się jak dziecko z każdego komentarza :D I czuję się taka famous :] A jak dostanę jakiegoś maila od firmy z propozycją współpracy to już całkiem famous razy 1000 :D A kiedy przychodzi listonosz i otwieram paczkę, to jak dziecko w Boże Narodzenie :)
- czuję, że gdzieś przynależę - No wiadomo, że każdy w realnym życiu gdzieś przynależy, ale fajnie udzielać się w jakimś miejscu, być zżytym z innymi bywalcami, dyskutować sobie, czytać miłe słowa, znać się na wzajem. Już nie raz pisałam, że Blogspot jest dla mnie społecznością i nikt nie istnieje tutaj sam sobie, żyjemy w tym naszym światku razem, jak paczka znajomych. I to jest takie super :) Siadam do komputera po ciężkim dniu i wiem, że tutaj będzie ok, że mam tu swoje miejsce.
- mój chłopak zaakcpetował moją górę kosmetyków - :P Wcześniej strasznie marudził, że po co mi tyle tego, wcieram w siebie jakiś chemiczny badziew, a później na starość będę miała twarz do kostek. Teraz dał mi spokój, bo mam wymówkę: muszę napisać recenzję, to używam :D No i chyba przekonał się, że mniej więcej wiem co w siebie wcieram i już tak nie panikuje. Nawet sam sobie zacząl wcierać ^^
- wydaję więcej kasy, ale mniej - Jestem kobietą, logika musi być :) Wydaję więcej, bo czytam o różnych specyfikach na blogach, nowościach, limitowankach, których istnienia wcześniej nawet bym nie zauważyła, a co więcej, wcale nie byłyby mi do życia potrzebne :P A teraz niesety je zauważam i ślinka cieknie. Jest też druga strona tego medalu, jak pisałam wcześniej, nie kupuję już w ciemno, więc przynajmniej nie wyrzucam tak pieniędzy w błoto. No i często wystarczy mi, że sobie coś pooglądam u Was w postach i udaje mi się niejako nasycić samymi zdjęciami. Dzięki temu nie lecę po 15 identyczną szminkę :) Chyba, że mam doła to i tak idę, na poprawę humoru :P
- poznałam masę nowych rzeczy - nie chodzi mi o nowe marki, ale np. o naturalne mydła. Wcześniej nie wiedziałam, że mydła w kostce mogą być robione w domu i zachowywać się zupełnie inaczej od tych ze sklepu. Nie znałam tylu kosmetycznych zastosowań, octu jabłkowego, aloesu, siemienia lnianego. Nie słyszałam o naturalnych balsamach, ani mineralnej kolorówce. Nie wiedziałam o hennie, woskach zapachowych i całej reszcie mojej listy, którą ciąglę uzupełniam o coś nowego :)
To chyba byłoby na tyle, pewnie zapomniałam o części rzeczy, bo sporo dopisałam jak przeczytałam na nowo, ale i tak wyszło długo :)
To podzielicie się jak jest u Was? :)